Człowiek to nasz przejaw

CZŁOWIEK TO NASZ PRZEJAW  !!!

To co pragnę przekazać – na pewno poruszy niejednego. Wyznawców religii, czy dowolnej ideologii nie pozostawi w spokoju, a więc osoby uważające się za wierzące powinny zrezygnować z czytania tych treści. Kto bowiem utożsamia się z jakimkolwiek wyznaniem, teorią, w zetknięciu ze sprzecznymi w stosunku do siebie prawdami doznaje wewnętrznych wstrząsów. Oprogramowanie wynikające z przyjętych zasad wiary, przekonań usztywnia poglądy i zachowania, sprawia, że każda „obca” informacja wręcz szarpie człowiekiem.
Czy zastanawiamy się nad tym dlaczego tak zaciekle bronimy uznanych za własne treści? W większości przecież nie sprawdzaliśmy czy one opierają się na faktach. Czasem tylko kultywujemy tradycję, a czasem z wygody lub lenistwa przyjmujemy czyjeś objawienie jako prawdę. Z lęku przed oceną innych, obawą przed odrzuceniem, nie zagłębiamy się w podawane „prawdy” uciekamy przed rzeczywistością. Narzucone doktryny stają się wtedy murami obronnymi, a my wewnątrz nich budujemy ograniczony świat.

Zatrzymam się nad pojęciami, które wymagają spokojnego rozważenia, czy medytacji. Zadajemy sobie pytania: Kim jestem, kto mnie stworzył ? Teorii jest dużo, ale żadna nie odpowiada temu co czuje człowiek. Słyszymy o dwoistości istoty ludzkiej. Słyszymy również, że jesteśmy zbudowani jak bóg, który nas stworzył. Jeśli jesteśmy tak samo zbudowani, to dlaczego wmawia się nam jednorazowe życie, kiedy bóg jest wieczny? Jak to pogodzić z rzeczywistością”? Czy jesteśmy w stanie poznać jako ludzie „stworzeni”przez kogoś, kim jesteśmy? Trzeba przede wszystkim mieć wolę poznania. Miałem ją od jakichś 40 lat. Nie lękałem się badać różnych aspektów istnienia. Ciekawiło mnie jak buduje się i rozwija świadomość ludzka. Interesowało mnie jak można pojedyncze ludzkie doświadczenia scalić w sensowną syntezę. Postaram się w bardzo prosty sposób przekazać jak ja to rozumiem po dziesięcioleciach badań. Zbierałem informacje te, które łączyły dorobek ludzki, a nie dzieliły myśli ludzkiej na teorie. Nie przyjmowałem niczego na wiarę. Jeśli dana teoria nie przystawała do rzeczywistości odkładałem ją na bok. Nie negowałem, ani nie popierałem. Praca nad poznawaniem wyglądała jak układanie puzzli. Wielokroć można ją było porównać do syzyfowego trudu. Ale z czasem powstawały małe
fragmenty, powoli łączące się w coraz to większą całość. Dzięki tej układance zaczynały wyłaniać się zasady i prawa, dzięki którym utrzymuje się całość – człowieka i Wszechświata. Zaczęły definiować się prawa i mechanizmy łączące zasady z prawami. Jedno wynikało z drugiego i stanowiło nierozerwalną CAŁOŚĆ ! Tworzył się obraz funkcjonowania rzeczywistości, którą może poznać każdy człowiek bez względu na pochodzenie, rasę czy zakres wiedzy.

Powracam do dwoistości człowieka….

Szereg teorii określa człowieka jako całość: złożoną z formy /ciała/ i energii utrzymującej ciało. To tylko część prawdy, nawet z religijnego punktu widzenia Skoro jesteśmy zbudowani na wzór i podobieństwo…, to jeszcze powinniśmy poznać elementy „boskości” w sobie. Gdy bierze się pod uwagę tylko dwoistość człowieka (ciało i program, czyli duszę) to tak jakby się go traktowało jak samochód. Czyli uwzględniało jego fizyczność ( zewnętrzność i mechanizmy samochodu )oraz duszę, tzn program funkcjonowania i poruszania się pojazdu. Nad programem pracowała myśl ludzka, która nie może się poruszać w świecie fizycznym  bez formy.
Samochód mimo uzyskanej doskonałości – sam też poruszać się nie może! Potrzebny jest kierowca, właściciel by pojazd dotarł tam, gdzie myśl ludzka wskaże. To można nazwać wspólnym doświadczeniem Myśli i samochodu, dzięki któremu myśl zdobywa poznanie jaka jest najlepsza forma do funkcjonowania samochodu i jaki jest najlepszy program do jego działania. Ten prosty przykład pozwala się zorientować: jaka jest funkcja ciała fizycznego i jaka jest rola duszy w istnieniu człowieka. Spotkanie duszy z ciałem i ich wzajemne relacje tworzą „ducha człowieka”.

Jeżeli człowiek obok doświadczania poznawania zaczyna wyciągać samodzielne wnioski z całości myśli ludzkiej przyciąga w obręb swojej przestrzeni pulę energii świadomości, która poziomem wibracyjnym jest kompatybilna z jego własną, stanowiąc jednocześnie nadajnik i odbiornik do kontaktów z innymi istnieniami we wszechświecie. A dzięki temu uzyskuje szerszą możliwość określenia: Kim jest człowiek?

Dochodzimy w końcu do tego, że nie jesteśmy samochodem lecz w nim i przez niego działamy. Zaczyna do nas docierać, co to znaczy całość człowieka. Czym jest w nim jedność elementów, i że człowiek nie kończy żywota wraz ze zużyciem, czy zmianą karoserii. Poprzez wspólne kolejne doświadczenia różnych „samochodów”dochodzi do poszerzenia świadomości. Można doskonalić ich formę i program. Ale fakt pozostaje faktem, że tworzy je myśl ludzka, która nie działa chaotycznie lecz zgodnie z zasadami i prawami.
Człowiek bez łączności z własną świadomością, a jedynie odwołujący się do narzuconego oprogramowania w sobie pozostaje samochodem bez kierowcy. Będzie się godził na fatum, uważał, że jego życiem rządzi przypadek, że może doznawać zemsty przyrody lub samego boga. Zakodowane kanony wiary nie pozwalają się spokojnie przyjrzeć rzeczywistości i zrozumieć ją.

Czym jest ciało dla myśli ludzkiej? Badając jego możliwości – poznajemy funkcje poszczególnych elementów, podzespołów i zespołów. Poznajemy moduły zawierające programy i oprogramowania. Przecież to nasz samochód i jest nam potrzebny – dlatego go stworzyliśmy. Nikt nie ma prawa w niego ingerować bez mojej zgody. A naszym obowiązkiem jest dbanie o poszczególne elementy samochodu by był sprawny. Świadomy będzie więc troszczył się o formę. Uzależniony od jakiejś teorii lub wiary, człowiek będzie się umartwiał lub niszczył ciało, oddawał go na jakąś ofiarę. To tak jakby oddawać samochód do huty na przetopienie. No cóż w dotychczasowym procesie i takie działania na coś się przydawały. Z uzyskanego stopu tworzy się nowy samochód lub jego detal. Jeśli ktoś się utożsamiał z ciałem mógł się oddawać takim eksperymentom. Sam ginął, ale inni mogli wyciągać wnioski, tworzyć szersze syntezy. Dlaczego tak jest? Bo stary proces zawierał element gry i wolnej woli, by mogły się zindywidualizować ludzkie działania i mogły być doprowadzone do doskonałości wszystkie elementy całości. Zapętlenie powstało w wyniku powołania sztucznych praw nazywanych często boskimi.I mamy to, co mamy. Cały proces, który się obecnie kończy był koniecznością do przetestowania wszystkich przeciwności przy stwarzaniu formy i przejawu myśli. By w efekcie doprowadzić człowieka do pełnej współpracy zarówno w obrębie jego samego jak i w jego relacjach z innymi. I oto świadomość zewnętrzna i
wewnętrzna staje się jednym, stale powiększając swoje możliwości, ale już w jedności i Całości.

To „zadanie” zostało dokonane. Stary proces został „zapieczętowany”, a obecny czas to okres przygotowawczy do pojednania nas samych i zrozumienia, jakie czekają nas dalsze zadania. Teraz musimy przygotowywać grunt do wspólnotowych działań myśli i formy bez jakichkolwiek podziałów, gdzie nawet znany nam podział mózgu nie jest już brany pod uwagę.

Powrócę jednak do ciała – bo ono nas najbardziej absorbuje.

Całość ciała, jego budowa jest wzorcem dla układów słonecznych, kosmicznych, galaktycznych itd. Astrologia od początku układ planet określiła znakami zodiaku. Dlaczego jest ich dwanaście? Co je scala ? I dlaczego krążą wokół Słońca ? Co w sumie daje przejaw 13-u elementów. Słońce scala, utrzymuje na „uwięzi”, gromadzi energie z poszczególnych planet oraz zgodnie z potrzebą „rozdziela” ją. Skoro tak – to również nasze ciało jako całość układu musi posiadać swoje „Słońce” ! I posiada, a jest nim SERCE. Energia serca scala i sumuje energię całego ciała. Poprzez pień centralny /kręgosłup/ ma łączność z poszczególnymi organami, a organy z mniejszymi elementami Całości. Przez całe wieki epoki wolnej woli celowo tuszowano znaczenie energii serca, nakładano inne konotacje, żeby zatrzeć kontakt nie tylko z sobą jako całością, ale odciąć od kontaktu z innymi układami w całym Uniwersum. Świadomość funkcji serca była wielką przeszkodą dla różnych grup rządzących na planecie jak i w Kosmosie. W obecnym procesie należy baczniej przyglądać się sercu, by zdać sobie sprawę z jego wpływu na dziejące się procesy. Rządcy świata narzucili nam pogląd, że serce to pompa i symbol lub naczynie do przejawiania miłości. A my jeszcze w starym procesie winniśmy rozeznać jego prawdziwą rolę.

Obecny zanik pola magnetycznego Słońca jest ostatnim sygnałem zbliżających się zmian i nowych zjawisk, które mają nastąpić by pomóc człowiekowi w pełnym przejawieniu się jego świadomości. Zdjęta ochrona z planet naszego układu jest sygnałem, że i nasza budowa ciała również musi ulec zmianie. Kto więc będzie chronił planety i nasze ciała skoro nie ma „naturalnej” boskiej ochrony? Czy istnieje możliwość samodzielnego sterowania sobą? To nie tylko możliwość lecz konieczność. Ten kto nie uchylał się od samodzielnego myślenia w starej epoce, będzie miał teraz uproszczone zadanie. Niejako naturalnie zgromadzone energie, doświadczenia zmagazynowane w nadświadomości (dysku twardym komputera biologicznego) oraz wiedzę i wnioski własne ułatwią transformacje świadomości do Nowego oraz przebudowę formy zewnętrznej.
Jak będzie przebiegał proces transformacji w przypadku jednostek uwikłanych w teorie ideologiczne lub wyznaniowe? Przecież ludzki dorobek nawet w przypadku myślowego, czy emocjonalnego zapętlenia nie może przepaść. I nie przepadnie, ale od indywidualnego wysiłku jednostki będzie zależało w jakim punkcie nowego taki człowiek się znajdzie.

W tym rozliczeniu równości nie ma. Probierzem w przechodzeniu ze starej do nowej epoki będą prawa uniwersalne nie boskie. I nikt nie może się tłumaczyć ich nieznajomością. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że decydować będzie stan świadomości, a nie wiara. W nowym – sprawnie mogą uczestniczyć( tworzyć) istoty ludzkie o określonym limicie energetycznym, na który składa się dorobek osiągnięć wiekowych. Tak zdobyty limit umożliwia w pełni świadome tworzenie. Ten proces na planie energii jest już w pełni dokonany.
Aktualnie w dopełnianiu się procesu materialnego zachodzi „podciąganie”świadomości ludzkiej na poziom energii, by sprostała wymaganiom nowej rzeczywistości. Mamy zabrać swój dorobek i dostosować go do nowej formy. Te formy już są przygotowane niczym nowe garnitury, które sami sobie „uszyliśmy”. Przychodzi moment, gdy trzeba będzie się przebrać w nowe ubranie do nowej pracy. Warto w tym momencie przypomnieć, że mamy ciało ale nim nie jesteśmy.

Nasz „samochód” zamieniamy na inny. Nikt tego za nas zrobić nie może. Do tego potrzebna jest wiedza o budowie samego siebie i celowości bycia obecnie właśnie na Ziemi. To nie kaprys jakichś sił czy innych bytów. Ziemia energetycznie, a w zasadzie już fizycznie wkroczyła w nowy etap. Zmiany dostrzegalne są gołym okiem I nic nie pomoże odciąganie uwagi od faktów przez różne autorytety i ich wydumane teorie.
Intelektualista pewnie będzie miał pretensje, że nie podpieram się żadnym dowodem ani autorytetem. To stary sposób na dokonywanie podziałów i kierowanie uwagi – energii na autorytet a nie na istotę myśli. Analizy, rozdrabnianie na detale, porównania, a myśl ucieka wówczas na ślepy tor. Wzbudzają się: bunt, lęk .Człowiek nie skupia się na sobie, co w aktualnej sytuacji jest najważniejsze. Stosując syntezę – zbieramy elementy w całość a nie rozdrabniamy ją na „czynniki” pierwsze.

Poddaję pod rozwagę równocześnie wiele tematów, ale wszystko jest całością i wszystko jest ze sobą powiązane. W swej „metodzie”nie mogę stosować pewników, definicji, bo to pociągnie nas ponownie ku analizie. A to oznacza obronę własnych racji, atak, czyli koniec poznania.
Widzimy obecnie zwiększony ruch i działanie religijnych i naukowych autorytetów w obronie załamujących się teorii. To zabiegi mające na celu utrzymanie władzy i zachowanie instytucji boga . To zwiększa napięcia pomiędzy ludźmi. To nie przypadek, że różne formuły na stada, grupy rozpadają się. Kontrola wymyka się rządcom z rąk. Nawoływania do walki wojen już nie wychodzą jak dawniej. Choć wojny trwają bez przerwy, ale nie mają dawnego rezonansu. A to oznacza, że w myśleniu człowieka zaczynają przeważać syntezy nad analizami. Pojawia się coraz więcej inicjatyw wspólnotowego działania.

Co daje nam SYNTEZA , a co ANALIZA ?
Człowiek z umiejętnościami syntetyzowania będzie dążył do scalania, dobierania fragmentów w większą całość. Będzie wciąż poszukiwał kolejnych „klocków”, by wzbogacać i poszerzać tę całość. Przy okazji sam wznosi swoją myśl na wyższy abstrakcyjny pułap. To duży wysiłek nie tylko intelektualny, by wspiąć się na szczyt abstrakcyjnego myślenia, ale trud sowicie opłacalny, bo uruchamia w człowieku nowe możliwości postrzegania świata. Nie wspominając o zyskiwaniu samodzielności, bez oglądania się na autorytety.

Powracam do zbierania wszelkich informacji.

Każda informacja winna być przedmiotem obserwacji, a nie oceny. Ocena jest jak śliska podłoga, na której można sobie skręcić kark. Ocena wynika z analizy! Przy zbieraniu faktów – powstają wnioski. Wnioski ukierunkowują poszukiwania brakujących elementów „układanki”. Zaczynamy widzieć rzecz z góry. Dostrzegamy jak można mimo różnic łączyć pewne elementy. Orientujemy się, że łącznikami są proste zasady. Każdy element jest swego rodzaju całością . W tych całościach działają ściśle określone prawa,które wyznaczają czynności i wywołują skutki. Z coraz wyższych poziomów widać wyraźnie,że tylko 3 zasady łączą to wszystko a w poszczególnych elementach powstają prawa, tzn program dla tego elementu. Skoro istnieje tylko 3 zasady dla czterech głównych elementów, to rachunek jest prosty – musi istnieć 12 praw, obowiązujących również wszystkich.

Większe elementy, a jest ich cztery – to przejaw „działalności” człowieka. Ciało człowieka podlega tym prawom i zasadom. Stosowanie się do nich pozwala unikać błędów, wprowadzać korekty na etapie koncepcji i w tworzeniu. Skutki wszelkich poczynań są łatwe do przewidzenia. Dzięki temu z relacji międzyludzkich można eliminować walkę. Istnienie bez walki nie oznacza słabości, a możliwość harmonijnego współdziałania. Stwarza się lepsze pole do obserwacji rzeczywistości i rozwoju jednostek. Problemy rozwiązuje się szybciej. Podpowiedzi pojawiają się niejako same.

Gdy człowiek w swojej drodze życiowej daje pierwszeństwo analizie, a nawet zaczyna się nią fascynować niechybnie zacznie dostosowywać kolejne informacje, czy fakty do treści wcześniej zakodowanych w podświadomości. Ciągła analiza, roztrząsanie faktów unieruchamia człowieka. Wówczas nie zauważa, że stopniowo oddaje swoje myślenie komuś innemu. Na przestrzeni wieków zawsze korzystały z tego wszelkiej maści autorytety. Przy analizie powstaje setki różnego rodzaju myśli, ale nie rozwiązania. Zadowoleni ze swej „mądrości” dalej brniemy w rozważania. I tak, wiek za wiekiem oddalamy się do rzeczywistości, utwierdzamy się w przekonaniu, że przypadki rządzą naszym losem, a przypadkami kieruje wola boska i nic na to poradzić nie można. Bo nasz los jest z góry zaplanowany. Poddajemy się fatum. Wierzymy w zły los, zemstę przyrody.

Całości dopełnia przekonanie, że jesteśmy jednorazowym ciałem.

Jednostka uwikłana w analizy rzeczywistości materialnej odgradza się od wymiaru energetycznego istnienia. Przyjmuje na wiarę tezy różnych religii, że po śmierci czeka go piekło lub niebo. A gdy ociera się o świat duchów w realnym życiu, nie przyjmuje faktów do wiadomości, boi się go. A przecież to energetyczne części ludzi już bez formy fizycznej. Co oznacza, że po wyjściu z ciała, nie idziemy do nieba lub piekła lecz się wałęsamy wśród żywych ciał.

Jeżeli nie sięgamy do syntezy, nie wyciągamy wniosków, to czy jesteśmy w ciele, czy bez, dalej nie wiemy kim jesteśmy. Zakodowany religijnie lub naukowo widzi inny świat niż go „uczono” lub kazano wierzyć doznaje szoku. W panice szuka kontaktu z żywymi i pragnie informacji jak sobie w tym świecie poradzić., ale przecież zakodowano mu, że te dwa światy są rozdzielne. Ponadto żywi na ogół zakodowani lękają się przedstawicieli świata energetycznego to choć pomoc jest prosta i możliwa nie udaje się jej uzyskać.

Co takiego więc czyni ANALIZA ?

Otóż borykamy się z losem, szamoczemy pomiędzy religiami nauką i nie możemy uzyskać odpowiedzi na pytanie: kim jesteśmy i po co istniejemy? Przez wieki powstało tysiące różnych teorii, które mamią obietnicami: raju, nirwany, nieba lub straszą cierpieniami wiecznymi w piekle! Borykamy się z codziennością i nie widzimy ,że znaleźliśmy się w końcowej fazie jakiegoś procesu. Gdy się choćby przez moment spokojnie zastanowimy, to dostrzeżemy że jest to finał procesu o globalnej skali. Zjawiska wstrząsowe ostatnich lat dotykają dosłownie całej planety (nawiasem mówiąc nie tylko planety, ale o tym wolimy nie wiedzieć). Koniec procesu oznacza konieczność przygotowania się do następnego etapu. Życie nie kończy się tak, jak zapowiadają to religie. Analiza różnych teorii nie przybliża wyznawców do rozszyfrowania sposobów, które przygotowywałyby do następnej fazy istnienia.

Brak wiedzy – powoduje wzrost niepokoju a podświadomość „podrzuca” nam bogów lub opowieści o innych bytach kosmicznych, które nas rzekomo mogą uratować przed ewentualną zagładą. Skupieni jedynie na sobie, a dokładniej na swoich ciałach, zamykamy się we własnych klatkach szukając szansy na przetrwanie. Nadal nie widzimy drugiego człowieka , nie szukamy wspólnych rozwiązań. Choć wspólnotowe działania stwarzają możliwości pomnożenia wiedzy, dorobku i spokojnego przygotowania do nowych procesów. Analiza całkowicie blokuje nam samodzielne myślenie, opieramy się na autorytetach bo innego rozwiązania nas nie nauczono. Ulegliśmy naszym mistrzom, kapłanom, choć tego nie widzimy i nazywamy to mądrością. Ich racje przyjmujemy za własne i zaciekle ich bronimy. A każda obrona to podział na moje i innych. I tak podtrzymujemy zakodowany wcześniej program walki, negacji innych, choć wiemy, że bez siebie żyć nie możemy.

Nadzieja, to następna pułapka, w którą wpadliśmy, podprowadzeni przez autorytety. I tkwimy w niej, choć znamy mądrość,:”że nadzieja jest matką głupich”. Zasobniejsi w środki, a przeczuwający rychły schyłek epoki budują sobie schrony, bunkry – czyli schowki dla swoich ciał, nie pomni kościelnej zapowiedzi „ z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. Co znaczy ni mniej ni więcej, tylko tyle, że kiedyś jako świadomi – budowaliśmy swoje ciała z cząsteczek materii wielkości prochu. Teraz nowa epoka stawia przed nami inne wymagania, wyznacza inne pułapy trwania – to trzeba dotychczasową formułę ciała do tego dostosować, a więc skorzystać z wiedzy , jak można stare ciało rozproszyć na cząsteczki do prochu podobne, by w chwilę potem ułożyć swoje ciało według nowego modelu. Tak więc wszelkie zabezpieczenia bunkrowe na nic się zdadzą . Te budowle również ulegną rozpadowi. Stare przestaje istnieć, ale życie trwa i przetrwa. Człowiek jako przejaw myśli i świadomości zbieranej przez wieki .także.

NIE JESTEŚ CIAŁEM LECZ GO POSIADASZ !!!

W swojej nowej konstrukcji i formie będzie tworzone przez Człowieka w pełni świadomego swojej roli i funkcji.
Choć większość populacji chowa głowę w piasek, to jednak wielu pyta:
Co w czasie przełomu stanie się z moim ciałem?
•    Co z naszymi bliskimi, dziećmi ?
•    Czy doznam utraty świadomości już na wieki?
•    Co z obietnicami bogów, którzy mieli się nami opiekować?
•    Czy życie kończy się i będzie pustka?

Takie pytania pojawiają się coraz częściej na stronach internetowych. Istotne jest to, że pojawiają się próby odpowiedzi. Ludzie dzielą się informacjami uzyskanymi we śnie lub w wizjach jasnowidzenia . Lecz na ogół bardzo cenne wiadomości uzyskiwane w ten sposób są lekceważone, bo zakodowane treści religijne lub „naukowe” każą ludzkim podświadomościom odrzucić informacje jako niewiarygodne lub bajki ze snu.

Czy można zatem spokojnie przygotować się do zmian i zrozumieć ich celowość? Można i trzeba. Choć nasza podświadomość, obarczona starymi zapisami będzie odrzucała nowe treści. Ale skoro już wiemy, że takie kody w nas funkcjonują, bo wprowadzone są przez innych lub nas samych i wiemy, że są niekorzystne, to możemy je po wyciszeniu ciała i umysłu wyeliminować. Tego nikt za nas nie uczyni. Eliminacja wymaga sporego wysiłku, ale jest możliwa . Wielu ludzi uporało się już z tym problemem. Choć intelekt jako narzędzie starej „skarbnicy” przeszkadza każdemu, to można nad nim zapanować, wyciszyć jego utwierdzone racje, by nie atakował wciąż, nie stawał bezustannie w obronie swoich treści, co staje się równoznaczne z atakiem na samego siebie.

W czasie transformacji ważne jest uświadomienie sobie oddziaływania naszych myśli na innych ludzi. Cała ludzkość jest niczym system radioodbiorników i nadajników, warto też przypomnieć o działaniu kamertonu, by uzmysłowić sobie,że wszelkie formy mają swoją indywidualną częstotliwość, napięcie i natężenie. I że w związku z tym wciąż na kogoś działamy lub poddajemy się czyjemuś wpływowi, jeśli funkcjonujemy na wciąż otwartych włącznikach. Nie świadomi tego zjawiska, otrzymujemy ogrom różnych impulsów, które wywołują ściśle określone reakcje i wpływają na nasze zachowanie. Przywykliśmy do tego i uważamy, że sytuacji nie można opanować lub zmienić.. Intelektualiści z dumą twierdzą,że na tym polega myślenie. Tak więc bez naszej zgody i wiedzy ktoś naciska klawisze naszego komputera ( mózgu) a na ekranie umysłu powstają efekty. Chlubimy się wówczas, że intensywnie pracuje nasz mózg. Komputer jest nasz i wyłącznie do naszej dyspozycji. Nikt nie powinien w nim grzebać Jeśli tak się dzieje , to my będziemy ponosić za toodpowiedzialność. Odpowiedzialnością jesteśmy również obarczeni za to , jeśli nieproszeni ingerujemy w innych czy to myślowo, czy poprzez czynną manipulację drugim człowiekiem.

Aby należycie przygotować się do zmian, z uporem należy opanowywać swoje reakcje i kontrolować swoje myśli. Należy sobie przypomnieć nauki Sokratesa, który często przypominał o nadużywaniu słów, tępił pustosłowie. „Jeśli chcesz wypowiedzieć jakieś słowo – zastanów się nad jego treścią i znaczeniem. Jeśli zaczniesz tak czynić, częściej będziesz milczał z pożytkiem dla siebie.” To dziś bardzo trudne do wykonania, ponieważ gadamy automatycznie, korzystając z podpowiedzi intelektu. Kodowano nas na gadulstwo miliony lat, bo to odciągało uwagę od własnego wnętrza, czyniło człowieka podatnym na manipulację.

Sterujących losami ludzkimi tzw bogów tak uwiodło używanie wolnej woli i władza panowania nad ludźmi, że wprowadzali w ludzką egzystencję coraz więcej błędnych tez. Z czasem sami zaczęli podlegać błędnym przekonaniom. Choćby temu, że człowiek to jednorazowy byt, że zadając mu śmierć można go ostatecznie zniszczyć. Że można uciec przed konsekwencjami własnych czynów itd. itd. Nasi bogowie doszli do przekonania, że wszystkie jednostki ludzkie, przez nich zakodowane mogą kiedyś ulec całkowitej zagładzie. Zapomnieli, że każda jednostka ludzka, bez względu na stopień rozwoju i miejsce, gdzie jest przejawiona jego forma, posiada indywidualny kod energetyczny nazywany energotypem. Żadne więc eksperymenty genetyczne, krzyżówki nie mogą zmienić indywidualnego energotypu.

Bez obaw! Ludzkość nie może zginąć. Nie może też przepaść wypracowany dorobek indywidualny. To byłoby nielogiczne z punktu widzenia praw uniwersalnych oraz rozwoju człowieka. Żadne doświadczenie podwyższające świadomość ludzką również nie może być zmarnowane. Nowy proces – to w pełni świadome tworzenie przez człowieka.

Zdobywana wiedza wiekami jest do dyspozycji. Bez podziałów i własności – jest dostępna dla każdego człowieka .

/ Cztery elementy „Całości !” Początek tworzenia Materii./

Edward

PRZEMYŚLENIA

Comments Off on Człowiek to nasz przejaw
%d bloggers like this: