Władimir Akimowicz Acjukowskij – Hipotezy Eterodynamiczne 2

10. Grawitacja i rozszerzanie Ziemi

„Ciężar opartego (opierającego się) ciała jest
 niczym innym, jak zatrzymanym ruchem”
M.W. Łomonosow

Grawitacyjne zjawiska w ciągu całego istnienie ludzkości wywoływały ożywione zainteresowanie, ponieważ w swojej codziennej praktyce człowiek nieustannie miał z nimi do czynienia.

Przyrodoznawstwo wysunęło dwa pytania w tym zakresie – o przyrodzie grawitacji i o prawie grawitacji. Odpowiedź na pierwsze pytanie powinno rzucić światło na naturę grawitacji, jej wewnętrzny mechanizm, na urządzenie pola grawitacyjnego, jak również praktyczne aspekty związane z możliwością rozumienia sedna grawitacyjnych procesów, np., czy możliwe jest zwiększenie lub zmniejszenie masy ciał, czy można ekranować wpływ przyciągającego ciała itp.

Odpowiedź na drugie pytanie powinna prowadzić do poznania funkcjonalnych związków potrzebnych do obliczenia ruchu ciał w polu grawitacyjnym innych ciał, na przykład, do obliczania trajektorii ruchu planet i komet, lub do obliczenia balistycznej trajektorii ciał w polu grawitacyjnym Ziemi.

Próby dania odpowiedzi na pierwsze pytanie próbowało wielu naukowców. Zajmowali się tym Kartezjusz, który zaproponował teorię eteru wirów, Hook, Lesage, Bjerkness, a w Rosji – Łomonosow, Jarkowski, Żukowski, Sawczenko, Orłowski i wielu innych.

Sądzono, że dzięki ekranującym właściwościom ciał cząstki eteru mają różny wpływ na „przyciągane” ciała: od strony „przyciągającego” ciała cząstki eteru są osłabione a od strony wolnego obszaru mają pełny impuls. Podobny punkt widzenia podzielało wielu innych badaczy tego zagadnienia. Pozostaje niejasne to, że siła ciążenia była proporcjonalna do masy przyciągającego ciała a nie obszaru jego poprzecznej części. Niejasne także pozostawało pytanie o tempo rozprzestrzeniania oddziaływania grawitacyjnego.

M.W. Łomonosow sądził, że w rzeczywistości odbywa się nie „przyciąganie”, a „odpychanie” ciał od siebie cząstkami eteru. Uważał, że dzięki ochronnym właściwościom ciał cząstki eteru rozmaicie oddziałują na „przyciągane” ciała: od strony „przyciągającego” ciała cząstki eteru są osłabione, a od strony wolnego obszaru mają pełny impuls. Do podobnego punktu widzenia doszło wielu innych badaczy zajmujących się tym zagadnieniem. Niejasne było jednak to, że siła ciążenia była proporcjonalna do masy przyciągającego ciała a nie jego pola części poprzecznej. Ponadto niejasne było pytanie o prędkości rozchodzenia się oddziaływania grawitacyjnego.

Odpowiedź na drugi pytanie w niezbędnej dla swoich czasów pełni udzielił jak wiadomo, I. Newton w „Podstawy matematyczne filozofii przyrody” (1687 r.)., w których połączył wiedzę uzyskaną przez Galileusza, I. Keplera, Kartezjusza, H. Huygensa, Johna Borelli, R. Hookea, E. Halleya itp. Zgodnie z prawem ciążenia nazwanym przez Newtona Wszechświatowym, każdy obiekt we wszechświecie przyciąga każdy inny obiekt z siłą, która jest wprost proporcjonalna do iloczynu ich mas i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między ich środkami i „proporcjonalna do pewnej ilości materii, która je utrzymuje”. Z chwilą ogłoszenia tego prawa grawitacja została uznana przez przyrodników jako uniwersalna właściwość materii (podobnie jak inercji).

To, że siła grawitacji jest proporcjonalna do masy ciała, Newton wywnioskował z eksperymentu polegającego na tym, że Jowisz oddziaływuje na jego satelity, Słońce na planety, Ziemia na Księżyc i na znajdujące się na powierzchni Ziemi przedmioty w ten sposób, że ich przyśpieszenia są w równej odległości od odpowiedniego centralnego ciała. Prawo odwrotnych kwadratów jest bezpośrednią konsekwencją upowszechnienia praw Keplera, który uważał, że ruch planet nie jest uporządkowany ale samoczynnie błądzi: to odbywa się pod wpływem pewnego zewnętrznego czynnika – Słońca, w którym znajduje się „napędowa dusza” całego systemu planetarnego. Jeśli sama planeta krąży wokół słońca na przemian w dwóch różnych odległościach od niej, to okresy te będą traktowane jako kwadraty odległości lub promienie obwodu.

Należy zauważyć, że po Newtonie były przeprowadzane próby sprecyzowania prawa powszechnego ciążenia dlatego, że nie rozstrzygnięto różnic pomiędzy obliczeniami i danymi eksperymentalnymi z obserwacji pozycji planet. Jednak szybko okazało się, że błędne dane zostały uzyskane z obserwacji i od tego czasu prawo Newtona zaczęto uważać za zgodne z prawdą.

W XX stuleciu ponownie podjęto kwestię kompletności prawa  powszechnego ciążenia Newtona. Wynikało to z dwóch czynników. W latach1895-1896 H. Seeliger sformułował znany paradoks grawitacyjny wynikający z prawa powszechnego ciążenia Newtona. Niejasna była kwestia prędkości rozszerzania wzajemnego oddziaływania grawitacyjnego, choć 1796 roku P.S. Laplace próbował dać odpowiedź na to pytanie.

Seeliger wykazał, że idąc za prawem powszechnego ciążenia Newtona,  intensywność pola grawitacyjnego w dowolnym punkcie przestrzeni jest nieskończona. W świetle tej paradoksalnej sytuacji Seeliger doszedł do następującego wniosku: „Prawo ciążenia Newtona niewątpliwie nie jest do końca rygorystyczne, powinno być modyfikowane przez niektóre współczynniki dzięki czemu te trudności zostaną rozwiązane”. Aby wyeliminować trudności Seeliger zaproponował przedstawienie prawa Newtona jako:

F = (f·m1·m2·e-kr) / r2,

jednak obliczanie wielkości „k” napotkało trudności. Wartość „k” wyliczona dla Merkurego, nie nadawała się do obliczeń w stosunku do innych planet.

Znaczne trudności pojawiły się z wyjaśnianiem szybkości rozszerzania grawitacyjnego oddziaływania ciał. Zgodnie z prawem Newtona szybkość rozszerzania grawitacji jest nieskończenie wielka, zaburzenia są przekazywane natychmiast. Wynika to bezpośrednio z samego wyrażenia prawa: formuła jest statyczna, nie ma opóźnienia. W pewnym momencie zwrócił na to uwagę P.S. Laplace, który na podstawie analizy wiekowych przyspieszeń Księżyca doszedł do wniosku, że końcowa prędkość rozszerzania grawitacji jest wielka, nie mniej niż 50 milionów razy większa od szybkości światła. Szybkość światła do tego czasu była już dobrze znana dzięki pracom O.K. Romera (1676 r). i J.Bradleja (1728 r).. Ten ostatni fakt potwierdza się we wszystkich doświadczeniach mechaniki nieba, operującej wyjątkowo statycznymi formułami, wynikającymi z praw Newtona i Keplera, to wynika z przypuszczenia, że szybkość rozszerzania grawitacji znacznie przekracza szybkość światła.

Należy zauważyć, że już przed Laplacem pokazano, że nawet w odległości Ziemia – Księżyc (380.000 km lub 1,3 sekundy czasu szybkości światła) opóźnianie rozszerzania realnej grawitacji nie można lekceważyć: zbyt duże błędy w obliczeniach pozycji księżyca z czasem się kumulują. Co możemy powiedzieć o odległościach między innymi planetami?!

Ogólna teoria względności inaczej postawiła problem w odniesieniu do pierwszego i drugiego pytania. Grawitacja w ogólnej teorii względności tłumaczy „zakrzywienia przestrzeni”, powstaniem wskutek obecności w niej grawitacyjnych mas. Dlaczego przestrzeń jest „zakrzywiona”, jeżeli te masy w niej występują, na czym polega mechanizm „zakrzywienia”, tego ta teoria nie wyjaśnia. Według ogólnej teorii względności prędkości propagacji grawitacji jest równa prędkości światła, co jest całkowicie sprzeczne z obliczeniami Laplace’a. Jednak żadnych wyliczeń tych danych zwolennicy ogólnej teorii względności nigdy nie robili. I innym odradzali.

Zaangażowanie termodynamicznych koncepcji do analizy zjawisk grawitacyjnych jest słuszne, ponieważ wiry eteru jak każdego innego gazu ze względu na powierzchnię gradientu prędkości posiadają obniżoną temperaturę w stosunku do otaczającego ich środowiska. Wszystkie pozostałe rodzaje ruchu eteru rozchodzą się na nieduże odległości i tylko pole temperatury gradientu podobnie jak grawitacja, rozchodzi się na bardzo znaczne odległości. Jeżeli mamy rozwiązać równanie przewodności ciepła tak jak to zrobiono w książce A.N. Tichonowa i A.A. Samarskiego „Równania fizyki matematycznej” (M., Nauka, 1966, str. 447-455), i przypomnieć sobie, że dla każdego gazu ciśnienie gradientu jest proporcjonalne do gradientu temperatury, co możemy ponownie spróbować wywnioskować z prawa powszechnego ciążenia i co przez autora zostało wykonane, z zapożyczaniem ze wspomnianego podręcznika zasadniczej części wywodu. Okazało się, że w prawie ciążenia pojawia się dodatkowy czynnik, praktycznie nie wpływający na małych odległościach, ale odgrywający istotną rolę na dużych: na odległości rzędu kilkudziesięciu lub kilkuset jednostek astronomicznych zmniejszanie sił przyciągania jest szybsze niż odwrotność kwadratu odległości. To w szczególności oznacza, że planety przyciągają się Słońcem, a gwiazdy między sobą nie! I paradoks Seligera automatycznie się rozwiązuje. Szybkość rozprzestrzeniania grawitacji miała równą szybkość rozszerzania pierwszego dźwięku w eterze,  jest ona 13 rzędów wielkości większa niż prędkość światła. Tak więc Laplace, określając dolną granicę wartości tej prędkości miał rację, jak również robiąc doświadczenia mechaniki nieba. I teraz wszystkie końce, wreszcie mamy powiązane i to bez żadnej przesady.

Należy zauważyć, że wskazane wyrażenie otrzymuje się w rezultacie wycofania prawa ciążenia a nie aproksymacji eksperymentalnych danych jak to zostało zrobione przez Newtona. Ostatnie jest fenomenologicznym podejściem. Dynamiczny model tego podejścia pozwolił wyprowadzić prawo, czego fenomenologia zrobić tego w zasadzie by nie mogła.

Na podstawie powyższego wywodu, jest nadzieja na obliczenie zachowania Plutona, który jest dobrze dopasowany do prawa Newtona. Jednak ta praca czeka na entuzjastów.

Co do zachowania peryhelium Merkurego, nie jest to w pełni zgodne z prawem grawitacji Newtona, obecność dodatkowego określenia w wyrażeniu prawa ciążenia też nie może tego wyjaśnić, również i ta praca czeka na swoich entuzjastów. Zadaniem ich będzie zorientowanie się w wielu istniejących możliwościach w celu wyjaśniania stuletniego przesunięcia peryhelium Merkurego. Tu można wymienić pewne z możliwych przyczyn tego niezbyt wyraźnie utrwalonego zjawiska: to i najbliższa do Słońca planeta, która jest jeszcze nie zbadana, niesferyczność Słońca (wystarczy mieć wypłaszczenie Słońca 0, 001 a nawet mniej, żeby w pełni wyjaśnić efekt na Ziemi tej niesferyczności, który jest 0, 0033, czyli o trzy razy większy. Dlaczego Słońce nie mogłoby mieć takiego samego?), obrót Słońca, nie centralność masy Słońca i jego obrotu, Słońce i planety krążą wokół wspólnego centrum masy, obecność wyrzutów masy w charakterze protuberancji,  i kto wie co jeszcze. Żeby zorientować się w tym wszystkim pamiętając, że przesunięcie peryhelium wynosi w sumie 43″ w ciągu stulecia (!) lub 34″, jak stwierdzono, jest potrzebna cierpliwość.

Pod wpływem gradientu ciśnienia, które jest utworzone przez ochłodzenie masy materii eter sam zaczyna przesuwać się w kierunku mas i jest pochłaniany przez nie. W wyniku tego wszystkie elementy, planety i gwiazdy ciągle powiększają swoją masę i zwiększają wielkość. Udało się ustalić, że przy wpadnięciu w ciało niebieskie eter nie ulega adiabatycznym zmianom, to znaczy, że objętość jednostki jego masy nie zamienia się: po mierze posuwania się do ciała, warstwa eteru padającego jest zmniejszona ale proporcjonalnie rośnie jego grubość. A to oznacza, że eter pada z nieskończoności jako twarde ciało i wchodzi w nie z drugą prędkością kosmiczną, równą dla Ziemi 11,18 km/s, dla Słońca 618 km/s. Znając gęstość eteru w przestrzeni okołoziemskiej udało się obliczyć prędkość pochłaniania masy przez Słońce i planety. Dla Ziemi stały czas wzrostu masy okazał się równy 3,75 mld. lat, w którym to czasie jego masa wzrosła o „e” razy.

Gdzie się podziewa ta masa?

Dodanie masy prowadzi do pęcznienia Ziemie. Nadmiar masy tworząc się wewnątrz Ziemi wychodzi po jej drugiej stronie w postaci grzbietów rafowych rozmieszczonych na dnie oceanów przesuwając się po obu stronach dna. W przeprowadzonych specjalnie wyprawach badawczych (głównie francuskich) pomiary wykazały, że osie średnich oceanicznych grzbietów – północno – i południowo-atlantyckich, zachodnio- Indyjskich, a także Australo-Antarktycznych, południowo – i wschodnio-pacyficznych wyniesienia oceaniczne mają wiek nie przekraczający 10-20 milionów lat. Im bliżej wybrzeży wiek skał rośnie jednostajnie osiągając na swoim końcu 200 milionów lat. A na kontynentach ten wiek radykalnie się zwiększa gdzie cała powierzchnia płyt kontynentalnych liczy 4-5 miliardów lat. W czym rzecz?

Wydaje się, że tworząca się masa wewnątrz Ziemi spowodowała napięcia w skorupie, która w końcu pękła a zastygające płyty zostały odsunięte od siebie. Ten ruch kontynentów trwa do dziś i nazywa się „spreading”.

Jednak przyrostowi masy nie towarzyszy proporcjonalny przyrost powierzchni planety: jej kontynenty nie zmieniają się. Dlatego dno oceaniczne przesuwając się od osi grzbietów rafowych osiągając kontynenty przechodzi pod nimi. Zjawisko to nazywa się „subdukcją”.

Promień Ziemi stopniowo wzrasta. Wzrost tego promienia nie odpowiada zmianom promienia płyt kontynentalnych, które zachowały się od chwili rozdzielenia powierzchni Ziemi, i które były mniejsze niż teraz. Taka rozbieżność promieni stopniowo wzrastała co nieuchronnie prowadziło do nagromadzenia naprężeń w skorupie. A to nieuchronne doprowadzało do tworzenia się gór. Oczywiście, to nie jest jedyna przyczyna tworzenia się gór (orogeneza). Powstanie Amerykańskiej Kordyliery prawdopodobnie ma inną przyczynę: zbliżenie dna oceanicznego  i brak subdukcji na zachodnim wybrzeżu Północnej i Południowej Ameryki spowodowało w tym miejscu wgniecenie skorupy, co skolei doprowadziło do powstania grzbietu. Mogą być również inne przyczyny, ale są one oparte na globalnym procesie zwiększania masy ziemi ze względu na absorpcję kosmicznego eteru.

Z tego punktu widzenia może być rozpatrywane pojawienie się planetarnych pól magnetycznych.

Już dawno zauważono, że pole magnetyczne jest obecne tylko przy obracających się planetach. Dlatego wysunięto hipotezę, że istnieje podstawowe prawo przyrody zgodnie, z którym każde masywne obracające się ciało powinno posiadać magnetyzm. Jednak weryfikacja tego przypuszczenia nie potwierdziła się: obrót masywnej złotej kuli z dużą szybkością nie spowodował pojawienia się dodatkowego pola magnetycznego.

Obecnie wysunięta hipoteza o hydromagnetycznym dynamo. Zgodnie z tą hipotezą w elektroprzewodzącym płynnym jądrze Ziemi mogą odbywać się dość złożone i intensywne ruchy, które prowadzą do samowzbudzenia pola magnetycznego, podobnego do tego jaki wytwarza generator prądu i pola magnetycznego w dynamo-maszynie z samowzbudzaniem.

Jednak naszym zdaniem hipoteza ta jest nieprawidłowa, ponieważ nie ma tu analogii z dynamo-maszyną. W realnej dynamo-maszynie wirnik przecina pole magnetyczne statora, a w obracającej się Ziemi takiego statora niema, stworzone przez nią linie pola magnetycznego obracają się z nią, także trudno tu mówić o samo-wzbudzeniu. To musi być coś innego.

Z punktu widzenia eterodynamiki proces ten można zinterpretować w następujący sposób.

Absorpcja eteru z otoczenia Ziemi prowadzi w zewnętrznych warstwach do pojawienia się siły Coriolisa oddziałującej na pochłaniany eter. Nietrudno zgadnąć, że spowoduje to wzbudzenie w warstwie powierzchniowej Ziemi wirowego potoku eteru. W centrum Ziemi siły te ubywają, dlatego będąc tam  nie mogą się oprzeć potokowi wiru eteru pochodzącego z powierzchni. To pozwala wirowemu potokowi eteru wycofanie przez centrum co w konsekwencji tworzy ogólny efekt ziemskiego magnetyzmu. Oczywiście, na ten proces nakładają się również inne spowodowane różnego rodzaju struktury nieprawidłowości Ziemi oraz innych przyczyny. Przeprowadzone obliczenia wykazały, że Merkury i Wenus powinny posiadać słabe pola magnetyczne (na razie ich nie znaleziono), w przypadku Ziemi obliczenia dały pozytywne wyniki, podobnie jak w przypadku Jowisza. Powinno istnieć pole magnetyczne na Marsie, jednak 2-3 krotnie słabsze niż na Ziemi. Tego pola na razie również nie wykryto. W zasadzie dokonuje się wyliczeń dla całego systemu słonecznego, w tym planet u których pola magnetycznego jeszcze nie znaleziono.

Tak więc w zasadzie eterodynamiczne modelowanie  jest przydatne przy rozpatrywaniu zjawisk grawitacyjnych.
A czy możliwa jest w takim razie antygrawitacja? Co w tej kwestii powie wszechmocna eterodynamika?

Niestety w tej kwestii nic dobrego ona nie ma do powiedzenia. Każda substancja jest wirem eteru, wykształca więcej chłodu niż otaczające ją otoczenie. A co za tym idzie tworzy spadek temperatury, czyli grawitację. Niestety nie jesteśmy w stanie spowodować podniesienie temperatury. Dlatego z oczywistych względów nie jesteśmy w stanie stworzyć antygrawitacji. Ale to jeszcze niczego nie dowodzi. Czego chcą ci, którzy nie byli przeciwni zajęciem się antygrawitacją? Chcą latać. A to jest już zupełnie inna sprawa! Dla tego to nie koniecznie musi powodować antygrawitacja. Samoloty tworzą opór grawitacyjny innymi siłami. Być może tworzą to eterodynamiczne siły będące w opozycji do grawitacji, jest to całkiem możliwe i ma to dużą przyszłość.

A zresztą, kto wie! Nagle znajdzie się ktoś, kto nie uwierzy autorowi i stworzy antygrawitację. Gdyż, jak wiadomo tworzą nie ci, którzy są w pełni świadomi tego co robią, a ci co właśnie tego nie wiedzą!

12. Kosmologia i obieg eteru w przyrodzie

„Co było, to zostanie na zawsze,
bo duch jest nieśmiertelny,
To, co istnieje teraz,
czas zamieni pewnego razu w eter”
Napis z płyty kamiennej na pustyni Gobi

Każdy proces w swojej konkretnej formie powinien posiadać początek i koniec tylko Wszechświat ogólnie rzecz biorąc
zachowuje się bez zmian. I to jest tylko średnia. We Wszechświecie ciągle rodzą się i gasną gwiazdy, ciągle rodzą się i znikają atomy substancji, wszystko znajduje się w ciągłym i wiecznym obiegu. Wszystko to rodzi się z eteru i wróci do niego rozpuszczając się w nim. Dzisiaj jesteśmy w stanie prześledzić obieg eteru w jego konkretnych formach. Spróbujmy to zrobić. Aby to zrobić, trzeba powiązać niektóre procesy w galaktykach, które do niedawna wydawały się nie mieć nic wspólnego w stosunku do siebie.  A procesy te są następujące.

Po pierwsze, w ramionach spiralnej galaktyki znaleziono pole magnetyczne o sile około 10 mkGs. Dziwne pole magnetyczne, które niema żadnego źródła. Jedynie linie energetyczne nie są zamknięte w sobie. Całkowicie unikatowe w tym sensie, że wszystkie pozostałe pola magnetyczne mają linie pola zamknięte w sobie. Pole magnetyczne spiralnych ramion nie są zamknięte.

Po drugie, w centralnym rejonie Galaktyki, z jego jądra we wszystkich kierunkach wypływa gaz. Początkowo zakładano, że jądro jest szczególnie masywnym ciałem, które rozkładając się wydziela gaz składający się z protonów i atomów wodoru. Kiedy przyjrzano się temu bliżej okazało się, że w jądrze Galaktyki w ogóle nic nie ma, jednie pustka. I ta pustka w tajemniczy sposób wydziela w wielkiej ilości gaz – masa jego wynosi połowę masy Słońca w roku. Po trzecie, sama forma naszej galaktyki spiralnej, prowadzi do różnych przemyśleń. Bardzo jest podobna do wiru, w którym tworzy się lejek. Jednak do utworzenia lejka potrzeba, aby coś do niego wpływało. W przeciwnym razie, w jaki sposób może być utworzony?

Po czwarte, w centralnej części galaktyki jest gromada gwiazd, a gwiazdy w ramionach spiralnych rozmieszczone są na
peryferiach tych spiralnych ramion, w ich ścianach, jak by w rurach.

Jak to wszystko powiązać?

Z punktu widzenia eterodynamiki wygląda to bardzo prosto. Co może wciekać do jądra Galaktyki tworząc spiralny „wir”? Oczywiście  eter to nie wir, a „eterowir”! Gdzie podziewa się eter wpływając po dwóch spiralnych ramionach w jądro Galaktyki? W wyniku zderzenia strumieni eteru po ich chaotycznym wymieszaniu na dużych szybkościach tworzą się toroidalne spiralne wiry eteru. Wiry te są samouszczelniające i dzielą się do momentu kiedy nie osiągną pewnej krytycznej gęstości ciał. Najpierw tworzą się wirowe spirale toroidy – protony, zatem protony same sobie tworzą z otoczenia ich eteru elektronową powłokę, i wychodzi atom wodoru. Otrzymany protono-wodorowy gaz rozszerza się i stara się oddalić od jądra, co można zaobserwować.

A co się dzieje w spiralnych ramionach? Eter płynie w nich w kierunku jądra. Jednak, jak przystało na „wir”, eter nie może płynąć tam powoli. Rozkręca się stopniowo przesuwając do jądra i zwiększając z każdym krokiem swój obrót. Obliczenia wykazują, że na poziomie systemu słonecznego eter przesuwa się z szybkością 300-600 km/s prostopadle do osi spiralnego ramienia, w ciągu jednej sekundy przesuwa się w kierunku jądra galaktyki na jeden mikrometr. A koło jądra rdzenia ramienia maleje i stopniowo zmieniając szybkość do dziesięciu tysięcy kilometrów na sekundę wnika w obszar jądra galaktyki. Tu jeden strumień zderza się z innym, wpływającym z innego spiralnego ramienia, następuje kolizja strumieni, powstaje zmieszanie powstałych wirów i tworzy się makrogaz. Pozostałe już opisano.

Wtedy staje się oczywista obecność „otwartego” pola magnetycznego. Ponieważ pole magnetyczne jest wirującym przepływem eteru i widzimy go w spiralnych ramionach Galaktyki.

Co dzieje się dalej z makrogazem, wyodrębnionym z jądra Galaktyki?  Przechodzi dalej ot co.

Wiadomo, że powierzchnia każdego wiru gazu jest mniejsza niż otaczające ten wir środowisko. Potwierdza to fakt, że przy każdym gradiencie gazu odbywa się jego ochłodzenie. Ochładzają się ścianki wlotów gazowych turbin, po przejściu trąby powietrznej na ziemi następuje ochłodzenie (szron). Wynika to z faktu, że w wirach odbywa się ponowny podział energii molekuł: część energii wchodzi do prawidłowego przebiegu strumieni, chaotycznie, tzn. cieplnej energii zostaje mniej i temperatura się obniża. Mówiąc szczerze wyjaśnienie jest dość słabe, ale faktem jest, że temperatura wirów w rzeczywistości jest niższa niż środowiska. Dlatego w środowisku tworzy się gradient temperatur, odpowiednio utworzone siły gradientu zaczynają działać, nazywamy to grawitacją.

Znaczy, że kiedy tylko pojawi się makrogaz, zaczyna działać grawitacyjne przyciąganie a gaz zbiera się w skupiska stopniowo formując się w gwiazdy. Ponieważ gaz się rozszerza starając się opuścić jądro, to utworzone z niego gwiazdy będą miały tendencję dążenia do peryferii Galaktyki. O tym jak wokół gwiazd tworzą się systemy planetarne wyjaśnione zostanie osobno po omówieniu dalszych losów gwiazd.

Te gwiazdy, które nie znalazły się w spiralnym ramieniu galaktyki stosunkowo powoli z początkową prędkością rzędu 50-100 km/s, oddalają się od jej centrum. Stopniowo wiry eteru – protony tracą swoją stabilność wskutek tarcia o eter: chociaż lepkość eteru jest mała, ale nie jest równa zeru. Z protonami dzieje się to samo co kółkami z dymu wypuszczanego z ust palacza: kółka stopniowo tracą swoją energię, szybkość obrotu maleje, gradient ciśnienia maleje, średnica wirów rośnie. A następnie wir traci swoją formę i zmienia się w wolny gaz. Pierścień przekształca się po prostu powietrze a eterowy wirowy toroid – proton – w wolny eter. Materia nigdzie nie zniknęła, a proton przyłączył do niego wir – powłoka elektronowa – zniknęła rozpuszczając się w eterze. Dlatego gromada kulistych gwiazd wokoło jądra galaktyki ma stosunkowo wyraźną granicę: wszystkie protony generowane w tym samym czasie, prawie w tym samym momencie zaczynają się rozpadać rozpuszczając się w kosmicznym eterze.

A co się dzieje z gwiazdami uwięzionymi w spiralnych ramionach galaktyki? Najpierw przesuwają się do granicznych warstw tych ramion, ponieważ ciśnienie eteru w tych „rękawach” jest rozdzielone w taki sposób, że wewnątrz i od zewnątrz, jeżeli są one podobne pod względem powierzchni ramion, gwiazdy zostają przesunięte do granicznej warstwy. Ale nawet w tych warstwach będą przesuwać się z jądra do peryferii. Jednak podczas gdy poruszają się z tą samą prędkością jak gwiazdy uwięzione w gromadach, stabilność protonów w nich będzie większa: przesuwają się one w strumieniu eteru, który je obmywa i tworzy zwiększony gradient prędkości na granicach każdego wiru. Czym wyższy gradient, tym mniejsza w tej warstwie lepkość gazu i tym mniej energii będzie oddawał wir do otaczającego środowiska. To znaczy, że protony w gwiazdach znajdujących się w spiralnych ramionach galaktyki będą istnieć dłużej a droga przechodząca przez nie będzie większa. Jest to bardzo wyraźnie widoczne na fotografiach ramion spiralnych galaktyk: promienie kulistej gromady gwiazd w pobliżu centrum to 2-3 długości spiralnych ramion.

000-spiralna

Zanim gwiazda przebędzie wystarczająco długą drogę to upłynie wiele czasu, liczone w dziesięcioma (lub kilku dziesięcioma?) miliardów lat, protony oddają eterowi znaczną część swojej energii obrotu, tracą stabilność i rozpadają się rozpuszczając w eterze. Przejście eteru ze stanu wiru w stan swobodny oznacza zwiększenie ciśnienia i w tym miejscu każdy wir zostaje zagęszczony a ten sam eter zajmuje mniejszą objętość tworząc wir w jądrze, odwrotnie, obniżając ciśnienie, ponieważ wiry w trakcie kształtowania zmniejszają swoją energię. W związku z tym, istnieje różnica ciśnień w spiralnym ramieniu galaktyki: w jądrze mniejsze, a na peryferiach większe. Na tym polega różnica ciśnienia a eter pędzi znów od peryferii do jądra.

W ten sposób, w spiralnych galaktykach odbywa się obieg eteru: od peryferii do centrum eter płynie w charakterze strumieni, od jądra do peryferii przemieszcza się w składzie gwiazd. I jeśli nie w nieskończoność to w każdym razie wystarczająco długo. Wiele setek miliardów lat, o ile eteru tej galaktyki nie wessie inna galaktyka lub nowe centrum formacji wirowej.

W tym kontekście rozpatrzymy tak zwaną podwójną galaktykę. Mnóstwo takich podwójnych galaktyk znalazł astronom B.A. Woroncow-Weliaminow. Charakterystyczną właściwością dwóch współdziałających ze sobą galaktyk jest po miedzy nimi pomost z gwiazd łączący je wspólnie. W tym przypadku gwiezdny most przenika jedną z galaktyk i przechodzi dalej na znaczną odległość a następnie gwiezdna „droga” zawija się do tej galaktyki, którą przejęła i nie dochodząc do niej urywa się. O co w tym chodzi?

000_207

Rozwiązanie wydaje się takie. Eter z pierwszej galaktyki odsysa drugą, młodszą. Eter w pierwszej galaktyce zamiast udać się z peryferii do jej centrum, przechodzi do nowego centrum wiroformacji jądra drugiej galaktyki. Przepływ eteru nie tylko zabiera eter z pierwszej galaktyki, ale po drodze przechwytuje gwiazdy w niej a one tworzą most udając się do drugiej galaktyki. Jednakże eteryczny potok asymiluje się z jądrem drugiej galaktyki i dalej się on nie posuwa a zamiast tego gwiezdny strumień kontynuuje swój pochód siłą inercji przebijając drugą galaktykę. A ponieważ czas życia gwiazd jest znaczny, to i one siłą inercji kontynuują swój pochód porzucając drugą galaktykę. Po pewnym czasie gwiezdna substancja rozpada się a uwolniony eter z końca gwiezdnego strumienia śpieszy do jądra drugiej galaktyki. Po drodze przechwytuje te gwiazdy, które jeszcze nie zdążyły się rozformować, co widać w charakterze haczykowatego ogona gwiezdnej drogi. Tak więc z dwóch galaktyk wymieniających się eterem, pierwsza umiera a druga się rodzi.

Z jakiegoś powodu nagle zaczęło się wiroformowanie poza granicami pierwszej stałej galaktyki? Obecnie nic więcej nie wiadomo.  Jednak warto wskazać na niektóre przypuszczenia.  Być może takie wiroformowanie mogło mieć miejsce wewnątrz pierwszej galaktyki w wyniku dowolnego przypadkowego wysokoenergetycznego procesu, powiązanego z początkiem formowania wiru, na przykład przy zderzeniu strumieni eteru lub cząstek z dużą prędkością.  A po tym, jak wiroformowanie ustabilizowało się albo w trakcie jego formowania centrum jego przeniosło się poza granice galaktyki, na przykład w wyniku eksplozji i odrzucenia jego strumieni.

Prawdopodobne?

Czy nie odbywają się podobne eksperymenty na akceleratorach wysokich energii, których utworzono nieco więcej niż potrzebuje ludzkość?  Kto zna granice dopuszczalnego wzrostu poziomu energii na nich?  Nie może się zdarzyć tak, że wskutek udanych eksperymentów na akceleratorach w przyszłości nikt nie będzie zadowolony z ich osiągnięć?..

POPRZEDNIA   NASTĘPNA (CDN.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: