Mądry sad i chytry ogród-książka

N.I. Kurdiumow – Mądry sad i chytry ogród

Od wydawcy
W swojej książce uczony-agronom, absolwent Moskiewskiej rolniczej Akademii im. Timiriaziewa, znawca i mistrz racjonalnego wykorzystania sadu i ogrodu N.I. Kurdiumow dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem, zdobytym w ciągu lat praktycznego działania. Interesy autora powiązane są z materiałem najefektywniejszych metod odpoczynku na działce pozwalających na urodzaj i jednocześnie zmniejszenie nakładów pracy i czasu. Obiektem uwagi autora jest prywatny ogród i jego gospodarz. Autor przekonuje, że ogród powinien być miejscem odpoczynku, a urodzaj – produktem nie tyle pracy fizycznej, co umysłu. Książka jest najbardziej kompletnym wydaniem i wchodzą w nią nie tylko dane oparte o bogate doświadczenie osobiste ale też tajemnice starych mistrzów-sadowników, metody zagranicznych agronomów a także materiały z wcześniej wydanych książek ‚Mądry sad, ‚Mądry ogród’, ‚Mądry ogród w szczegółach’, uzupełnionych przez nowe informacje i obserwacje autora. Książka adresowana jest do szerokiego kręgu czytelników.
Ta i inne bezpłatne książki można znaleźć w:
http://finegraphics.narod.ru/
http://kachat-knigi.ru/skachat-knigi-ogorod/skachat-knigi-Kurdumova.htm

Zamiast wprowadzenia

Posadził dziadek rzepkę. Urosła rzepka
wielka-ogromna…
Niczego sobie! Gdzie jest ten dziadek? Jak ją sadził?
Jak uprawiał?!
Dziadku, odezwij się!!!
Inspiracja Autora.

O czym ta książka?

Książka jest o tym, jak przechytrzyć wszystko to, co zamienia ogród w problemy. Spójrzmy prawdzie w oczy : jesteśmy zbyt zajęci i zbyt zmęczeni, żeby mieć wzorowy ogród. Taki, jak u sąsiada. Dobrze mu – z daczy nie wychodzi… A u nas praca i kupa innych problemów! Uznajmy, że ogród dla większości z nas stał się przekleństwem (szczególnie dla męża, nie wspominając o dzieciach…). Zdajemy sobie sprawę, że przy całej naszej miłości do ziemi z przyjemnością spędzilibyśmy większą część czasu na czymś bardziej przyjemnym niż kopanie, dziabanie i taszczenie wiader z wodą. Spójrzmy prawdzie w oczy: w głębi duszy pragniemy, żeby wszystko dobrze nam rosło samo, bez naszego udziału. Jeżeli potraficie się do tego przyznać, powiem, że doskonale rozumiem wasze życzenie. W rzeczywistości dobry urodzaj to rzadkie zjawisko. Większość działkowiczów wkładając wiele sił, tracą jednak urodzaj. Wielu rozczarowuje się i rozkłada ręce – w innych przypadkach trzecia część działki jest zaniedbana. Wyjaśniłem, dlaczego tak się dzieje. Nie z powodu złej polityki rolnej, w żadnym razie nie dlatego, że gospodarze byli leniwi i nie odpowiedzialni. Przyczyna leży w tym, że tradycyjny system rolnictwa wymaga zbyt wiele bezsensownej pracy – kilka razy większego nakładu sił niż może i powinien sobie pozwolić normalny pracujący mieszkaniec miasta – po prostu zwykły człowiek. Teraz będzie kategoryczne oświadczenie. Z moich obserwacji wynika, że tradycyjna ogrodnicza praktyka jest następująca:
10% – działań skierowanych na rezultat,
30% – przeciwko temu rezultatowi
60% – walka z tymi trzydziestoma.
Tu nie chodzi o nas: taka jest w istocie kultura rolna uprawy ziemi. Jeżeli Ty, drogi czytelniku, regularnie otrzymujesz obfity urodzaj, to jesteś unikatem, geniuszem pracowitości i dokładności. Takich jest niewielu. Ziemia lubi trud, tak, ale w większości bardziej umysłowy, niż fizyczny. Wyjściem nie jest polubienie pracy – i tak jesteśmy nazbyt zapracowani. Wystarczy po prostu usunąć bezskuteczne działanie. Przestać tworzyć sobie problemy, z którymi potem trzeba walczyć. Uzupełnić o niewielką ilość produktywnych działań a obraz wtedy zmieni się nie do poznania. Otrzymywanie urodzaju za cenę ogromnej, ciągłej pracy to nie jest jeszcze sukces w ogrodzie. Poprawianie życia w ogóle otrzymując urodzaj, – to jest sukces ogrodnika. O tym jest ta książka. Cała ona jak widzicie, jest o sukcesie. Dla tych, którzy już mnie znają z książki “Mądry sad”! Była ona o moich doświadczeniach, potwierdzonych doświadczeniami dawnych sadowników. Opisywałem to, co robię sam. “ Mądry ogród ” – większości to doświadczenie ogrodników Rosji, Europy i USA – dawnych i współczesnych. Nie wszystko, o czym tu opowiadam wypróbowałem osobiście – nie da się wszystkiego objąć. Ale uznałem za swój obowiązek opowiedzenie wszystkim tego co sam wiem i zapewnienie dzięki temu pomocy w subtelnościach technicznych. Myślę, że za kilka lat będziemy mogli mówić o subtelnych szczegółach rozumnego ogrodnictwa.

Ogromnie dziękuję wszystkim, którzy przeczytali “Mądry sad” i się odezwali – pobudziliście mnie do nowych “wyczynów”. A dla tych, którzy jeszcze mnie nie znają pozwolę się przedstawić.

Jestem Nikołaj Iwanowicz Kurdiumow. Dla przyjaciół – Nik (ale Nik – nie jest skrótem a uogólnieniem, dla łatwiejszych kontaktów…). Mam już 38 lat. W 1982 roku skończyłem na wydziale TSCHA owoce-warzywa. Żonie, Tatianie Michaiłownej, nie było dane skończyć „płodfaku” – wyjechała do Komsomolska nad Amurem. W Kubaniu żyjemy już dziesięć lat. Troje dzieci – Iwan, kończy szkołę, Julia i Anastazja, zbliżające się do tej samej granicy. Żyjemy zgodnie, a w wieku nastoletnim nasze dzieci nie poszły drogą chuligaństwa. Tania – muzyk z powołania w pierwszej profesji, ale bardzo lubi rośliny, rozprowadza kwiaty i zajmuje się tworzeniem młodych ogrodów. Mój test na reorientację zawodową dał wszystkie średnie wskaźniki. Kocham turystykę, fotografię, muzykę, pieśni autorskie, pedagogikę (6 lat nauczycielskiego stażu, o czym przyjemnie przypomnieć sobie). Teraz szukam i zbieram produktywne technologie w odniesieniu do zawartości małego prywatnego ogrodu. Interesuję się formowaniem sadów i projektowaniem ogrodów. Jestem przekonany, że każdy z nas może zamienić swoje pięć arów w źródło piękna, urodzaju i przyjemności. Dla tego, po pierwsze, powinniśmy zrozumieć, że tak naprawdę przyjemność jest celem działki, a po drugie uczenie się od przyrody bardziej niż z książek. Widzę jak działkowe trudności stają się problemami życia ich właścicieli, i próbuję rozwiązywać je kompleksowo. Próbuję zostać ogrodnikiem – wcześniej tak nazywano mistrzów, umiejących wyhodować absolutnie wszystko. Lubię opowiadać o tym co dobre. Staram się pisać prosto i zrozumiale. Ważne, żeby tekst książki był całkowicie jasny i żebyśmy mówili jednym językiem.
W związku z tym: Jak czytać tę książkę?
1. Czytajcie ją w sadzie, ogrodzie. Dotknijcie i sprawdźcie wszystko o czym przeczytacie. Nawet jeżeli to jest pojedyncze lub tylko odrobina. Zróbcie to co zobaczycie i zaobserwujcie przynajmniej w minimalnej ilości, na jednym metrze. Czytając książkę na fotelu możecie co najwyżej się tylko zrelaksować, ale nie zastosujecie tego co przeczytacie.
2. Jeżeli nagle stracicie wątek w pojmowanie tego o czym jest mowa w książce, będzie znaczyło, że opuściliście (nie zrozumieliście czy też niepoprawnie zinterpretowaliście) jakieś słowo. Znajdziecie je w miejscu gdzie  jeszcze wszystko rozumieliście. Wróćcie tam, znajdźcie to słowo i wyjaśnijcie je w naszym kontekście. Wszystkie rozbieżności wynikają z  różnych interpretacji słów! Aby uniknąć niezrozumienia, cały “podejrzane” słowa oznaczyłem znaczkiem “ +” i opisałem sens jego znaczenia. Często tam zaglądajcie a znajdziemy wspólny język: będziecie rozumieć właśnie to, co chciałem przekazać.

Rozdział 1
“Koegzystencja” z Ogrodem

W przyrodzie nie ma strachu. Nie ma niepokoju. Człowiekowi takie pojęcia, jak “ grzeszny „, “powinien”, “zobowiązany”, “winny” nikomu nie jest potrzebne”. Rośliny po prostu żyją – kwitną lub nie kwitną. One nie rozumieją, że można rozwijać ogród, “jak u wszystkich”, z obsesyjną troską o dzieci lub z przekonaniem, że “ trzeba”. Obserwując działkowców widzę masową “potrzebę ogrodową”. Bardzo rzadko spotykam tych, którzy uprawiają działki dla siebie, dla swojego zadowolenia – jak przyjaciela. Tu leży główna przyczyna plonów i zaniedbania naszych ogrodów! Próbujemy odnosić się do ogrodu, jak do kawałka ziemi, na którym rośnie jedzenie. I to jest błąd. Ogród – naszym współlokatorem. Rośliny – naszym symbiontem +. Po pierwsze, mają one własne pomysły jak żyć i przetrwać. One, nie przepraszają i nie podejrzewają naszego istnienia: współegzystowanie z nimi jest naszą ideą. Po drugie, wspólne życie z nimi powinno być obopólnie korzystne. Symbioza poprawia życie nie wymagając w zamian żadnych ofiar. Inaczej w przyrodzie nie byłoby symbiozy. Zauważyłem, że często burzymy sens współżycia: zaczynamy być zależni. A współżycie – to związek swobodnych partnerów. Potrzebuje tego dla zwiększenia wolności współlokatorów. Jeżeli jeden z nich zaczyna się poświęcać i coś znosić to już nie związek, a raczej pasożytnictwo. Często mówią mi działkowcy, że doświadczają w ogrodzie czegoś w rodzaju natrętnej zależności, i właśnie to jest główną przyczyną niepowodzeń: kiedy zależymy od czegoś, nie możemy kontrolować sytuacji ani przeanalizować wyniku. Wasze rośliny najwyraźniej próbują z waszą pomocą zwiększyć swoją wolność. Z ich pomocą zwiększacie swoją?.. Nasza rolnicza kultura, wywodząca się z ekstensywnej + uprawy ziemi, zapewnia maksymalną ilość pracy uzależniając człowieka i przynosząc nader epizodyczny urodzaj. Jeżeli działka jest waszym przyjacielem i ulubionym miejscem, wtedy już nie  powinniście szerzyć mitu o ciężkiej pracy na ziemi. Naiwnością jest w to wierzyć, widząc jak bez zbędnej pracy przyroda produkuje ogromną biomasę roślin. Proponuję pomyśleć o kilku zasadach pracy. Robocze przyczyny – to ze względu na człowieka, w celu osiągnięcie sukcesu zrozumienie dlaczego tak się stało.
1. MĄDRY OGRÓD GWARANTUJE ODDANIE. Zadziwiające, ale większość z nas tworzy ogrody nie przewidując, mając tylko nadzieję, że a nuż coś urośnie? Możecie pokazać Holendra, mającego takie dylematy?! Im przecież wychodzi, a my przecież nie jesteśmy gorsi. Spróbujmy zrzucić z ołtarza szczęście – ono nie zależy od nas, to tylko zbieg okoliczności. Dowolny czas i każda praca zmarnowana na próżno pogarszają wasze życie: przecież moglibyście zająć się bardziej potrzebnymi sprawami. Żeby zwiększyć prawdopodobieństwo urodzaju powinniśmy się do tego przygotować. Na przykład, siejąc dwa-trzy różne gatunki warzyw, tworząc grządki organiczne, ustalając pojemności podlewania, dach dla grządek. Nie prościej skopać i posadzić – dobry urodzaj będzie raczej niewiarygodny. I żadne intensywność pielenia i podlewania tu nie pomoże: są ulewne deszcze, grad, choroby, susze, to są wasze problemy nie
pozwalające wam na stałe przebywanie w ogrodzie. Wystarczy aby ogród został obroniony od tych przeciwności a nie będzie was potrzebował na stałe.
2. MĄDRY OGRÓD ODDAJE WIĘCEJ NIŻ WYMAGA. Innymi słowy: ogród nie powinien się wytężać, być problemem. Próbowaliśmy obsadzać trzy części – również bez warzyw. Warzyw prawie nie było a wszystko obsadziliśmy. W końcu mnie “olśniło”: jak to w maju, widząc nieproporcjonalne wzejścia (kiedyś!!!), nabrałem odwagi i wszystko to zaorałem. Zająłem się swoją profesją. Kamień spadł mi z serca. Teraz stopniowo tworzymy kompostowe grządki. Na obszarze 40 metrów kwadratowych, a urodzaj mamy co roku. Tak więc bez swoich warzyw dało się żyć o wiele lżej, niż z nimi i z ciągłym niepokojem odmawiając sobie wolnych dni. Mądry ogród trzeba rozumieć, kierować nim. Ogród – front trudu – sam wami kieruje. W pierwszym przypadku jesteście – współlokatorem, w drugim – dodatkiem. Nienauczony ogród sam pasożytuje na nas, odbierając nam siły. A wy zaczynacie pasożytować na swoich bliskich, rozszerzając na nich “wampiryzm” waszej nagiej, usychającej, gliniasto-piaszczystej hacjendy. Tak więc – kolejna ważna zasada.
3. MĄDRY OGRÓD MA NIE NADWYRĘŻAĆ WASZYCH BLISKICH. W tym wypadku po prostu trzeba zorientować się, komu jest potrzebny ogród. A potrzebny jest temu, kto o niego się troszczy i kto wskaże pozostałym, jak i co tam trzeba robić. To wy? Proszę, spójrzcie na swoich bliskich kochającym okiem: być może oni nie chcą, nie lubią ogrodu, nie mają czasu, marzą żeby go nie było! Oni ustępują wam odmawiając sobie. Znaczy to, że ogród potrzebny jest tylko wam. Jesteś współmieszkańcem. To – twój cel. Twoje pragnienie. Ale to nie powód aby zmieniać życie innych: oni mają swoje cele i pragnienia. Oczywiście oni jedzą wasze warzywa i robią zapasy. I sława Bogu! Najprawdopodobniej mogą przeżyć i bez tego, a poco wy jesteście?.. Przy okazji, być może jednym z największych twoich pragnień jest widzieć siebie spokojnym i nie niepokojonym ogrodowymi problemami. Porzucenie ogrodu nie jest wyjściem, ponieważ kochasz ziemię. Jest wyjście: urządźcie mądry ogród, a rodzina wam w tym pomoże.
4. WALKA Z NIEŁADEM NIGDY NIE PROWADZI DO PORZĄDKU. Jest to jedna z zasad rozsądku, odkryta przez Rona Hubbarda +. Działa powszechnie i stale we wszystkich sferach naszego życia. Dobry środek na bałagan w głowie. Stosuje się go prosto. Zapytajcie siebie: “ z czym walczę? „wyjaśniwszy to sobie, pytacie dalej: “w jaki sposób to robię?” Określiwszy to, przestajecie tak robić. Życie się polepsza. Problem w tym, że dowolny nieporządek jest tworzony, a nie istnieje sam z siebie. Tworzymy go sami. Ale tego nie rozumiemy. Na przykład, stworzyliśmy formy roślin niezwykle odporne na każde żelazo i rodzaj zniszczenia. Teraz nazywamy je „chwastami”. A przecież tworzone były z pomocą tego samego żelaza, które było sztucznym doborem +, bardzo twardym i szybkim. Tak powstawały choroby i szkodniki, które stały się obecnie odporne na setki chemikaliów. Walczymy z suszą, chwastami i wycieńczeniem a jednocześnie kontynuujemy ich tworzenie, przekopując glebę. W ten sposób tworzymy własne choroby oraz wszystkie pozostałe nieszczęścia i całe życie walczymy z nimi. Walka – rodzaj głupoty (prościej – obłędu). Odkrywając to świat staje się bardziej rzeczywisty. Jeśli jest walka, znaczy, że nie próbujemy znaleźć przyczyny. Każda walka wykańcza i daje złudzenie zwycięstwa: nieład nadal nie przestaje istnieć. Przekonałem się, że w ogrodnictwie prawie każda walka jest nieefektywna. Dlatego szukam sposobów uniknięcia walki. I znajduje je. Jest to taka anatomia zrozumienia +, wymyślona przez twórców szerzonego na Zachodzie ruchu Permanentnej + kultury, w skrócie – permakultury. O tym opowiem szczegółowiej: oni tam już robią to na całego, a my tu wcale. Myślę, że zrozumieliście, że kiedy mówimy „rozumny ogród”, mamy na myśli jego właściciela …

GŁÓWNIE O PIERMAKULTURZE

“ Permakultura – przede wszystkim to system organizacji.
Jej cel – wykorzystać organizując moc ludzkiego rozumu
do zamiany siły ludzkich mięśni lub energii przyrody
w paliwo”.
Patrick Whitefield.

Aby się rozwijać, trzeba albo więcej otrzymywać albo mniej wydawać. Stare jak świat, ale z jakiegoś powodu w gospodarce rolnej jest wszystko odwrotnie. A w 1978 roku naukowiec i leśnik z australijskiego buszu + Bill Molisson zrozumiał: zasady współistnienia i współdziałania leśnej społeczności przydatnej w uprawie rolnictwa. Zrozumiał, że nasza tradycyjna kultura nie przyświeca celowi wyzwolenia człowieka i rozkwitu życia na planecie. Że każdy może się utrzymać z roli nie stając się jej zakładnikiem, i że wtedy zaczniemy rozwijać się razem. Oczywiście, zrozumiało to wielu a od niego rozpoczął się ruch permakultury. Życie zawsze poprawiali ci, którzy mogli wykorzystać swój rozum, to znaczy mieli odwagę poprawiać własne życie, stawiać cele, obserwować (zamiast wierzyć), i nie bać się zmian i się zmienić. Tu oczywiście, z naszymi trzema procentami umysłu nie nabierzemy rozmachu. Ale idee „permakulturowych” farmerów mogą dodać następny procent lub dwa, a sam Bóg kazał nam zabrać je na pokład. Oto one:
1. PRACA – JEST TYM, CO PRZYSZŁO WAM ROBIĆ, JEŻELI NIE ZROBILIŚCIE TEGO TAK ABY DZIAŁAŁO TO SAMO.
W przekładzie z angielskiego: nie chcesz myśleć to biegaj. W przyrodzie wszystko co konieczne staje się żywym organizmem. Ogród jest częścią przyrody. Jeżeli musimy stale ingerować i pracować to znaczy, że zmagamy się z tym, co sami generujemy. Na przykład, prawie cała praca w ogrodzie to walka z następstwami kopania i obnażania gruntu. Albo: do czwartej części wszystkich wysiłków dodajemy kursowanie na działkę i z powrotem z pełnymi torbami. Albo syzyfowe podlewanie: wszystko co podlane, wyparowuje w ciągu doby! Wszystko to jest po prostu przyzwyczajeniem, lenistwem umysłu. Zobaczcie: działka przy domu. Wszystkie odpady organiczne są kompostowane +, i to jest najbardziej wartościowy nawóz. Gdy grządki wypełnimy kompostem mamy urodzaj potrójny. Odgradza się je ściankami a obrobienie ziemi sprowadza się do minimum. Grunt przykryty warstwą próchnicy: nie trzeba kopać, spulchniać, prawie nie trzeba podlewać i pleć. Pod dachem zbiornik na wodę: otwarty kran i woda rurami sama spływa do grządek. To jest już przykład rozumnego urządzenia: od chwili jego stworzenia wywołuje on efekt nie wymagający energii, a wykorzystuje energię przyrody – siłę ciężkości, słońce, wiatr, wodę. Pompy, wykorzystać siłę natężenia strumienia wody, wodne i wiatrowe młyny i generatory, panele słoneczne itd. Albo po prostu narzędzia zwiększające wygodę – na przykład, płaskoriez (o nim mowa poniżej). O takich rzeczach zazwyczaj mówią używając określenia samo-. Mamy tu sposoby produktywnego połączenia roślin, dogodnej lokalizacji obiektów, dobór niepracochłonnych kultur itd. W USA znana farmer Anna Edey jest właścicielka rozumnego cieplarnianego urządzenia “SolViva”. Nie męcząc się zbytnio uzyskuje koło 50 000 dolarów rocznie z 2,5 przeplotów, pokrytych  szkłem. Naturalnie, najpierw włożyła 7 dolarów na 1m 2 swojego urządzenia, ale teraz otrzymuje dochód prawie nie wydając pieniędzy.
2. ODCHODY – KAŻDY WYCHODZĄCY PRODUKT JEST BEZUŻYTECZNY DLATEGO, ŻE NIE DOMYŚLILIŚCIE SIĘ JAK GO WYKORZYSTAĆ. W przyrodzie nie ma odpadów, nie będzie i u nas. No cóż, zrobimy poprawkę na nasz syntetyczny wiek: prawie. Materiały syntetyczne należy spalać w beczce-piecyku. Plastikowe butelki idą tu w ogromnej ilości. Wszystko pozostałe przekształca się w kompost, ściółkę i zasypywane jest na ścieżkach, grządkach.
3. WSZELKIE POTRZEBY ZASPAKAJA SIĘ Z KILKU ŹRÓDEŁ. Pasza dla kurczaków: śliwki i morwy – z góry, sorgo i kukurydza – po zbiorach i w charakterze kulis +, traw i strączkowe na zagonie, owady i ślimaki w sadzie. Odżywianie roślin: kompost, próchnica, odpady liściowe, nawóz zielony. Woda – ze stawu, z deszczu plus zachowana w ściółce i zagęszczonych nasadzeniach. I tak dalej.
4. KAŻDE URZĄDZENIE, ZWIERZĘ I ROŚLINA PRZYNOSZĄ INNY POŻYTEK. Rośliny: pożywienie, kompost i lekarstwa lub kosmetyki. Rośliny strączkowe (bób), poza tym, rośliny miododajne, dostawcy azotu + i odstraszacze szkodników. Drzewa mogą być podporą dla fasoli. Siatka ogrodzenia – doskonałym szkieletem dla jeżyny, glicynii lub innych „żywopłotów”.
5. ZAGOSPODAROWANIE I PODZIELENIE TERENU MOŻE UŁATWIĆ PRACĘ DWA RAZY. Tak jak w życiu, w naszym ogrodzie jest określona część bez-przyzwoitości. Wykonując jakąś operację – powiedzmy podwiązywania ogórków, – mistrz wykonuje kilka razy mniej ruchów, niż nowicjusz. Wyobraźmy sobie, że grządki rozmieszczone są promieniście wokół słupka, „rumiankiem”: o ile mniej pracy z wiadrami z wodą? Albo: “ Warzywa wynagrodzą wam za to, że będą widoczne przez okno kuchni”. Podróże na działkę – to też przykład złego planowania i to bardzo poważnego. Sam mieszkam w Azowsku, a dojeżdżam do pracy w Krasnodarze. Z tym trzeba coś zrobić!

Rozdzielenie to po prostu nieoceniony sposób aby ułatwić sobie życie. Tak lubimy obrabiać całą działkę. Nawet kwietniki robimy przekopując cały teren rozumnie granicząc różne odcinki krawężnikami. Obszary o różnych systemach bezpieczeństwa – jak muchy i kotlety. Oto mamy tu – grządkę z grupą kolorów, rząd krzaków, sadzonki pnie drzew – sypiemy warstwę próchnicy i ona nie powinna się zmywać, rozsypywać, zarastać. A obok chodzi timer +, lub leży żwir, tu można dreptać albo leżeć na trawniku.  Inaczej trzeba będzie wszędzie posadzić cały brud i chwasty, i wszędzie z nimi walczyć. I jeszcze krawężniki zmuszają nas do planowania odcinka, nakreślenia, gdzie będą rdzenne grządki i kwietniki. A wszystko pozostałe to koszenie trawnika. Inaczej wszędzie – brudno, goło, sucho i chwasty, a w każdy poniedziałek śnimy o motyce, wiadrze i rodzonej kolumience. Starałem się być zwięzły. Zdaje się, że mi to nie wyszło. Ale za to teraz dokładnie wiadomo: jeżeli to nie trafia do was, możecie dalej nie czytać. A jeżeli ciekawi was to, zacznijmy od najważniejszego: dlaczego nie trzeba kopać ziemi? A jeśli nie kopać, to co robić?

Rozdział 2

BAJKA O TYM JAK PRACA ZABIŁA URODZAJ

Ciężka, długa praca na świeżym powietrzu
 zbydlęci i ze zezwierzęci człowieka.
M. Uspienski.
Nieproduktywny trud ponadto,
powoduje szkody i niesie choroby.
Obserwacja autora.

W przyrodzie urodzajność gruntu nigdy nie spada. Wynika z tego prosty i oczywisty wniosek: gdybyśmy obchodzili się z ziemią właściwie, pożytecznie, jej urodzajność stale by rosła. Urodzaj by rósł. Rośliny porażałyby swoją potęgą i gigantyzmem. I żadnych zniszczeń ziemi! Masowo kopiemy ziemię. Większość działkowców uważa, że trzeba uprawiać cały teren ogrodu. Oni nie zdają sobie sprawy, że pod urodzajnymi roślinami jest nie więcej jak 30% ziemi. Pozostałą część pracowicie obrabia się do walki z chwastami. Są to wzorowi gospodarze – mają wszystko idealnie obsadzone, ale cały wolny czas spędzają na linii frontu. Nie jestem jednym z nich: zajęty jestem pracą, a po niej lubię odpocząć, pochodzić sobie po górach, pojechać do przyjaciół. Różnica między tym, jak mało i niestabilnie oddaje ziemia i jak dużo i wytrwale trzeba na niej pracować, po prostu mnie szokuje. Tak nie powinno być! Powinno być odwrotnie. Chyląc kapelusz przed pracowitością, kontynuuję poszukiwania odpowiedzi na pytanie: no cóż, czy coś robimy nie tak, na tyle nie tak, że pracowitość jest niezbędna?! Wreszcie, zdaje się, że się znalazła wyczerpująca odpowiedź. Nie na kursach akademii i nie w stercie literatury współczesnej. W broszurze, wydanej przez niewielkie wydawnictwo w 1899 roku. Autor – agronom-praktyk Iwan Jewgieniewicz Owsinski. Nauczył się zwiększać urodzajność ziemi i spowodował, że urodzaj był pewny, do tego cztery razy zmniejszył nakłady pracy i środków. W Besarabii, a następnie w Podolsku zwiększył zbiory chleba z 8 do 80 kg/ha. Rośliny tamtejsze raziły swoją wielkością i gładkością. Pola zieleniały o każdej suszy, kiedy sąsiednie wypalały się do sucha. W kołach naukowych i administracyjnych Rosji jego doświadczenia w ciągu kilku lat zrobiły furorę. Nigdy nie spotkałem bardziej kompleksowej i wieloaspektowej analizy
naukowej dotyczącej rozumienia życia i roślin. Książkę Owsinskiego odszukało i opublikowało w zeszłym roku rostowskie pismo społeczne “Narodowe doświadczenie” – “”Życie na ziemi”. Przytoczę tu w wolnym przekładzie Owsinskiego z komentarzami.

KTO TWORZY URODZAJNOŚĆ GLEBY?

“”Spróbujcie wyciąć z nie oranego stepu kawałek gruntu –
zobaczycie w nim więcej korzenie traw, ruch robaków, chrząszczy,
poczwarek niż samej ziemi. Wszystko to się kotłuje, toczy, kopie grunt, i
wychodzi z tego nieporównywalna z niczym innym żywa gąbka”.
Akademik Dokuczajew.

Kochani ogrodnicy, urodzajność naszych gruntów nie my tworzymy! My, ze wszystkimi naszymi łopatami, z całą techniką podlewania i nawozami nieustannie niszczymy urodzajność. Urodzajność to zdolność gruntu do oddawania substancji odżywczych, gromadzenia i utrzymywania wilgoci i powietrza, już od miliardów lat w ten sposób tworzą się ziemne żywe organizmy. Te, co zamieszkują wewnątrz ziemi to: przede wszystkim – korzenie, robaki i owady, a na ściankach ich wejść – mikroorganizmy. I te, które zajmują się przetwarzaniem warstwy martwych nawozów organicznych+ – robaki, owady i drobnoustroje – na powierzchni. Wszystko co żywe wewnątrz plus żywe na zewnątrz i jest samą ziemią. Glina, piasek i inne gatunki+ – nie są ziemią, a tylko jej szkieletem. Zwierzęta tworzą strukturę gruntu: sieć kanałów, tuneli i wejść. Ta struktura nie jest zniszczona przez wieki. Ona zapewnia życie: wsysa i gromadzi wodę, wprowadza powietrze, ściąga dwutlenek węgla, bez którego nie rozpuszczą się minerały. Wszystko to pochodzi z atmosfery, a więc bezpośredni związek z atmosferą to podstawa życia w ziemi. Kopanie i orka tworzą warstwę zburzonego, zmieszanego gruntu, szybko osiadającego po pierwszym deszczu. Ziemia odizolowuje się od atmosfery. Cała życiowa struktura upada. To jest jak samochód po wejściu pod prasę a następnie zastanawianie się dlaczego on nie jedzie. Wykopana ziemia doznaje szoku, zastyga: nie oddycha, nie wchłania wody, ale przede wszystkim przestaje dawać substancje odżywcze. Obnażenie powierzchni i przemieszanie struktury jest najefektywniejszym sposobem zniszczenia ziemi jako aktywnego, urodzajnego środowiska. My akurat tym jesteśmy zajęci. Dobrze, jeżeli raz, bo czasem i dwa razy w roku. Starannie niweczymy wysiłki zwierząt ziemnych. A potem całe lato próbujemy uzupełnić to, co zniszczyliśmy. Ale – na próżno. Naruszonej struktury nic nie zastąpi. “Mieszanina gliny, piasku, organicznych resztek i minerałów, nawet w odpowiednich proporcjach – bynajmniej nie będzie blisko urodzajności ziemi ani nawet blisko tego składu” (Grando, autor teorii mineralnych i organicznych, do końca ubiegłego wieku). A więc mili działkowicze, to jest błędne koło. Dając nawóz, kopiąc, spulchniając, podlewając, użyźniając (dając najnowsze stymulatory, stabilizując sprytnymi składnikami), zabijacie urodzajność. I to powinno być ograniczone do minimum. A skąd się bierze odżywianie w naturalnej ziemi?

CZYM ŻYWIĄ SIĘ ROŚLINY

“Gdybyśmy chcieli na pohybel uprawie ziemi stworzyć system, utrudniający pobieranie substancji odżywczych z gleby, to nie potrzebowalibyśmy szczególnie się męczyć: można byłoby przytoczyć dowolne rady zwolenników głębokiego orania, którzy na pytanie o nieaktywność substancji odżywczych w ziemi umożliwiliby doprowadzenie do tego stanu samymi tylko ostrożnymi sposobami… „
I.E. Owsinski, 1899 r.

cdn.

komentarze 4 to “Mądry sad i chytry ogród-książka”

  1. Agata Says:

    Bardzo ciekawe, prosimy o więcej :)

  2. zewus Says:

    kiedy bedzie cdn

  3. Adam Says:

    również czekam na ciąg dalszy – jakieś konkrety


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: